Wieczór w rytmie slow
Magiczny codziennik

Jak uniknąć wizyty w Tworkach, czyli wieczór w rytmie slow

28 listopada 2016

Niby jestem inteligentna. Jakieś papiery, upchnięte głęboko w czeluściach piwnicy, podobno to potwierdzają. Pełnoletnia raczej też. Chociaż czasem zdarza mi się jeszcze świecić oczami, gdy pani ze sklepu z czerwonym owadem pyta, czy świętuję weekend bez rodziców. Niby mam jakiś tam rozum i powinnam wiedzieć, kiedy trzeba powiedzieć sobie „STOP”. No cóż, jak się okazuje, na „niby” się kończy. Ale wtedy z odsieczą przybywa mąż.

Ostatnio dopadła nas gorsza passa. Nie dość, że liściopresja szaleje na całego i nawet sprawdzone sposoby nie pomagają, to jeszcze w domu zapanowała istna moda na rewolucje. Kuchenne, że tak powiem. Za trendami najbardziej podąża kocica starsza, aczkolwiek młodsza nie pozostaje w tyle.

Że czworonogi, to w sumie się nie dziwię. Dziewuchy w końcu, nawet jeśli futrzaste 😉 Ale dlaczego Dziedzic z uporem maniaka żąda zmian fatałaszek? Fakt, tych jednorazowych, ale jednak. W takich momentach naprawdę cieszę się, że z modą zawsze było mi jakoś tak nie po drodze. Albo, jak zwykła powtarzać Starsza Siostra, złego diabli nie biorą.

Wieczór w rytmie slow
Wieczór w rytmie slow

W każdym razie, no lekko nie jest. Zwłaszcza, że mąż ostatnio nie tylko z doskoku, ale i od przypadku do przypadku, żeby nie powiedzieć – raz na ruski rok. A że harmonogram ma dość frywolny, to robi czasami niespodziewane naloty. I nawet nie można sobie pozwolić na przyzwoitego gacha na boku. W żadnym innym miejscu też nie.

Z jego braku – męża, nie gacha – postanowiliśmy z synem zaznajomić się z zaawansowanymi wynalazkami techniki, które ludzkość odkryła pewnie z pół dekady temu, a ja w zeszłym tygodniu. A mianowicie, nauczyliśmy się włączać wideokonferencję z Fejsbuka. No okej, nauczyliśmy się ją odbierać.

Wieczór w rytmie slow
Wieczór w rytmie slow

Tym sposobem panowie od kilku dni z lubością zacieśniają więzi. Syn widzi brzydkiego rodzi… pardon, rodzica płci brzydkiej, ojciec widzi syna. W inteligencji swej nie przewidziałam jednak, że ów ojciec widzi również mnie. I tak oto w poniedziałkowy wieczór, po dwóch dobach kuchennych (nomen omen) rewolucji mąż dostrzegł mnie w pełnej krasie. I włosy mu dęba stanęły.

Na nic się zdały protesty, że śnieg, że ślisko, że benzyna droga, a te parę godzin nic nie zmieni. Następnego dnia, prosto ze sceny teatru, (do)skoczny małżonek przywdział lśniącą zbroję, odpalił równie lśniącego rumaka i obrał kierunek na Danzig. Delikatnie rzecz ujmując… Nie na taką reakcję na widok mojej facjaty liczyłam! (I to zaledwie dwa lata po ślubie!) Rozumiem, że, jakby to rzec, szału ostatnio nie ma, ale  żeby od razu wszczynać alarm i stawiać na nogi patrole drogowe w dwóch województwach?

Wieczór w rytmie slow
Wieczór w rytmie slow

Szczerze mówiąc, faktycznie nie wierzyłam, że jedno popołudnie cokolwiek zmieni. Wręcz odwrotnie. Nie dość, że – o zgrozo! – wypada zrobić porządny obiad, to jeszcze trzeba się będzie zerwać następnego ranka skoro świt, żeby wyekspediować małżonka z powrotem. Ale że uparł się jak nigdy, przyszło mi skapitulować. Niemal od progu rzuciłam w niego synem (złapał), a sama postanowiłam zwolnić obroty i wydusić z tych kilku godzin jak najwięcej dla siebie. I o dziwo – podziałało!

Zjadłabym coś dobrego

Wieczór w rytmie slow
Wieczór w rytmie slow

Przyznaj się, ile razy dziennie powtarzasz w myślach to zdanie? Ja na okrągło. Ale biorąc pod uwagę sumę kulinarnych fakapów z ostatniego miesiąca (i tych wcześniejszych, wytkniętych mi uprzejmie w przestrzeni publicznej), od jakiegoś czasu postanowiłam nie kusić losu. Ale że męża i tak trzeba było nakarmić, uległam pokusie, która namolnie za mną chodziła i wymodziłam naleśniki. Cóż, tytułu Master Chefa nikt mi pewnie nie przyzna, ale jak dla mnie, były w dechę 😉

Coś dla ciała

Każdy przyjazd męża to odwieczny dylemat – na co sobie dziś pozwolić? Umyć głowę? Wydepilować nogi? A może gorąca kąpiel? Chociaż prysznic? I nie, żebym nie wykonywała tych czynności na co dzień (poza nogami, tutaj klęska na całej linii). Ale świadomość, że mogę wygrzać się w wannie, nie musząc nasłuchiwać w napięciu – albo co gorsza wyskakiwać au naturel z łazienki, bo syn utknął w poprzek w łóżeczku – bezcenna! Co zatem wygrało w tym tygodniu? Zgaduj-zgadula! 🙂

Wieczór w rytmie slow
Wieczór w rytmie slow

Czasem trzeba się odmóżdżyć

Seriously. Nie będę oszukiwać, że każdą wolną chwilę poświęcam na lekturę. Owszem, bardzo bym chciała, ale czasami po prostu nie mam do tego głowy. Gdy po raz piąty wałkuję to samo zdanie albo po dwóch stronach ocknę się, że nie mam pojęcia, co właśnie przeczytałam wiem, że dziś nic z tego nie będzie. W takich chwilach najczęściej zakopuję się w internetach, włączam serial albo po prostu gapię się w ekran. Ale że mąż wyjątkowo był w zasięgu ręki, można było rozerwać się nieco inaczej… na przykład spuścić mu łomot we Frozen, albo przyprawić o zawał okoliczne koty serią rozgrywek w Czółko 🙂

Wieczór w rytmie slow
Wieczór w rytmie slow

Coś dla ducha i łasucha

Odmóżdżenie podziałało na mnie odświeżająco i po książkę udało mi się jednak sięgnąć. Nie bez znaczenia był tu gorący doping małżonka, który dla zachęty nabył w pobliskim markecie pół tony słodyczy (chyba po to, żeby mnie nimi skutecznie przygwoździć do kanapy). I nie łudźcie się, że tak z czystej dobroci serca – zyskał w ten sposób dwie godziny wolnego, żeby w spokoju zagłębić się w swoją najnowszą zdobycz na pe es cztery. A ja mogłam bez skrępowania dokończyć burzliwe losy Salki Przygody, przemierzając bezkresne alejki Wroclove w poszukiwaniu żądnego krwi upiora.

Sweet dreams!

Jednak najpiękniejszy w tym wszystkim był sen. Zwykły. Głęboki. Taki, podczas którego nie zastanawiasz się, co skrzypi w przedpokoju i nie biegniesz pięć razy sprawdzić czy drzwi są zamknięte na cztery spusty. Bezpieczny. Taki, po którym budzisz się z burzą na głowie i uśmiechem na ustach. I tego mi chyba najbardziej brakowało. Szkoda tylko, że na poranek w rytmie slow trzeba będzie poczekać przynajmniej kilka wiosen 😉

Wieczór w rytmie slow
Wieczór w rytmie slow

 

A jak wygląda Wasz wymarzony slow evening?